43204235 m

Dlaczego nie dajemy żadnych gwarancji zatrudnienia naszym uczniom?

Jeśli ktoś zapewnia robotę po ukończeniu kursu to jest super i sami poszlibyśmy na taki kurs. Tyle, że taki kurs nie istnieje.

TLDR: Bo to byłoby nieuczciwe.

Czasami piszą do nas osoby, które pytają czy po kursie programowania na Kodologii dostaną pracę jako programista. W rozmowie często padają argumenty, że w szkole “X” pomagają znaleźć pracę i że są duże szanse na pracę. Faktycznie, jeśli ktoś zapewnia robotę po ukończeniu kursu to jest super i sami poszlibyśmy na taki kurs. Tyle, że taki kurs nie istnieje.

Dlaczego? Ponieważ aby dostać pracę po kursie, musisz spełnić jeden warunek: ukończyć kurs. Jeśli kurs będzie za prosty, nie dostaniesz pracy bo nie nauczysz się niczego. Z kolei jeśli kurs będzie obszerny, to większość uczestników albo nie ukończy kursu albo będzie to kurs dla geniuszy. A nie może taki być, bo ludzi bardzo zdolnych jest bardzo mało i biznes przestałby działać. Tak więc biznes, aby być opłacalnym musi mieć odpowiednio dopasowany poziom tak, aby większość uczestników zaliczyła kurs, jednocześnie maksymalizując ich szanse na rynku. Na razie przyjmijmy szanse na ukończonie kursu na 90%. Oznacza to, że jedna na dziesięć osób odpadnie przed końcem kursu.

Gdy już ukończymy kurs, to pozostaje kwestia naszego przystosowania do rynku pracy. Po 1-3 miesiącach intensywnej nauki tak naprawdę nie umiemy nic. Nie ma co się oszukiwać, jesteśmy do niczego i wymagamy dalszego szkolenia. Jesteśmy dla potencjalnego pracodawcy kosztem. Po 1-3 miesiącach nauki jesteśmy maszynkami, które co najwyżej są w stanie powtórzyć to co było przerabiane na kursie. Większość z kursantów nie jest w stanie wykorzystać zdobytej wiedzy w sposób kreatywny, nie umieją zaaplikować wiedzy w innym kontekście. Załóżmy teraz, że trafiliśmy na bardzo zdolną grupę i 60% osób, które ukończyły kurs faktycznie ma umiejętności, których potrzebuje rynek. Z dziewięciu osób 5 będzie w stanie podjąć pracę.

Moim zdaniem, liczby, które przyjąłem są dość optymistyczne. Nie traktujcie ich jako prawdy, to są spekulacje ale wierzę, że są bliżej prawdy niż marketing szkół. Z powyższych wyliczeń wynika z nich, że 54% skończy kurs i jednocześnie będzie się nadawać do pracy.

Ale samo nadawanie się do pracy to za mało - trzeba znaleźć pracodawcę, który nas zatrudni. Nie widziałem do tej pory ogłoszenia, które brzmi “zatrudnie osobę po bootcampie”. Większość ofert jest skierowana do osób, które mają już komercyjne doświadczenie.

Dlatego szkoły zatrudniły doradców, którzy pomagają przygotować CV, zalecają stworzenie portfolio i wchodzą w partnerstwa z firmami. To bardzo dobrze, ale co powiecie na…

Kłamstewka marketingu

Moim zdaniem marketing, to nie tylko sztuka sprzedaży - w przypadku konkurencji na rynku staje się sztuką manipulacji. Co by było, gdybym napisał, że 54% naszych kursantów dostanie się do pracy pod warunkiem, że są to osoby czarujące, fizycznie atrakcyjne? Podejrzewam, że nie sprzedałbym żadnego kursu. Ale napisałbym prawdę. A co jeśli napisałbym, że 85% naszych kursantów, którzy skorzystali z darmowej usługi dodatkowej w 4 miesiące dostało pracę? Napisałbym relatywną prawdę, bo w regulaminie miałbym dodatkowo dopisek:

Aby skorzystać z usługi dodatkowej należy: - ukończyć kurs - stworzyć własne portfolio - zdać test kompetencji - utworzyć własne CV - do czasu znalezienia pracy stosować się do naszych zaleceń

99% naszych kursantów dostaje pracę

Co byście powiedzieli na taki procent?

W regulaminie zaś określiłbym dokładnie o jaki podzbiór kursantów mi chodzi.

Byłoby to uczciwe? Moim zdaniem nie ale, kto wie - może kiedyś zmienię zdanie.

Liczby mają to do siebie, że można je dowolnie uzasadnić. Co w powyższym artykule uczyniłem :)